Rozdział 7

Rano obudził mnie dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłam oczy Justina nie było w łóżku. Pewnie już na dole. W samej bieliźnie zeszłam na dół bo była 8 rano więc pewnie nikoggo nie było i wszyscy spali. Dziewczyny miały samolot dopiero o 17:30, bo przesunęli lot. W salonie nikogo nie było w kuchni też. Może w jadalni. Zza drzwi uslyszałam głos Justina. Bez zastanowienia weszłam.
-Hej kochanie kto przyszedł??
Odwrócilam sie os drzwi które wlaśnie zamykalam i kompletnie mnie zatkało. Przy stole siedziało cale 1D i NAt. No i jeszcze Rose.(Nicol pewnie jeszcze śpi). Wszyscy patrzyli sie na moje prawie nagie ciało.
-O kuurwa..-szepnęlam i ucieklam szybko do sypialni żeby się ubrać. Wybrałam ten zestaw:

Tylko że z tymi butami:

Poszlam szybko do toalety ogarnęłam twarz i zrobiłam  sobie szybkiego koczka. Gdy wyszłam z toalety na łóżku leżal Nathan.
-No kochanie niezła wtopa.-powiedział gdy usłyszał że wychodze z łazienki.
-Dzięki -,-
-Mnie też obudzili. Spoko nic się przecież nie stało.
-No kto przychodzi o 8 rano w gości?? I to jeszcze po powrocie do domu o 4 nad ranem.
-Oj tam oj tam.-Podniósł sie z łóżka i szedł moją stronę.-Przecież mówie że nic poważnego się nie stało. Miałaś na sobie przecież majtki i stanik
-No tak, ale nie byłam na takie spotkanie przygotowana.- rzekłam.
Chłopak stał już przy mnie. Przytuliłam go i pocałowałam.
-Chodź na dół.
-Ale poczekaj…
- Na co??
-MUSZE SIE UBRAĆ!!
-Hahahaha zapomniałem.
Szybko ubrałam wybrane wcześniej ciuchy i podeszłam bardzo blisko chłopaka. Spojrzałam mu głęboko w oczy i szepnęłam:
-Kto pierwszy na dole!!- I po tych słowach wybiegłam jak strzała z pokoju. Przez chwilę prowadziłam, ale na schodach zostałam wyminięta.
-O nieee moja biedna znów przegrała..
-To nie fair. Zawsze na schodach mnie wyprzedzasz…
-Ojeeej. Chodź w nagrode dalej cie zaniose
-Okeeeeej :D
-Podniósł mnie po czym powiedział.
-Przytyłaś ostatnio??
-Świnia!!!- Krzyknęłam i walnęłam go w ramię.
-Żartuję!!
-No ja myśle..
Postawił mnie przed drzwiami  i złapał za rękę. Weszliśmy do jadalni.
-Jezu znów za rękę idą…- powiedział Jus i wszyscy się zaśmiali.
-Hahahaha kochanie nie bulwersuj sie tak.- po tych słowach podeszłam do niego i namiętnie pocałowałam.
-Teraz o wiele lepiej.
-Cześć wszystkim. Tym razem mam na sobie ciuchy…-podeszłam do każdego  i cmoknęłam w policzek.
-To co na śniadanie??- spytałam.
-NO właśnie na ciebie czekaliśmy, żebyś nam zrobiła- powiedział spokojnie Harry
-A dlaczego na mnie czekaliście?? Sami nie umiecie gotować ??
-Nie wszyscy kochanie, ale twoje jedzenie lepsze jest.- powiedział Jus.
-OKej ale potrzebuje 1 osoby do pomocy. A no i ten… TO NAPEWNO NIE BĘDZIE ROSE!!
-Hahaha sory za tamto.
-Rose… prawie spaliłaś mi dom…
- Ja mogę iść.- powiedział HArry.
-Okeeeej. To chodź, a wy weźcie talerze i nakryjcie do stołu. Tylko w ogrodzie!
-Oczywiście prosze pani!- powiedzieli chórem.
-To na co masz ochotę?- Zapytałam HArrego gdy weszliśmy do kuchni.
-Może zróbmy naleśniki hmmm? Niall bardzo się ucieszy.
-Okeej no to zróbmy jeszcze pare tostów z dżemem ok?
-OCzywiście :))
Zaczęłam robić  ciasto na naleśniki, poprosiłam  Harrego o mąkę. Ale zamiast do ręki dostałam mąką po twarzy
-O NIE!!! LEPIEJ UCIEKAJ!!
Wzięłam drugą paczke mąki i pobiegłam za nim. Wybiegł na taras z głośnym śmiechem pomieszanym z krzykiem. Wszyscy się na nas spojrzeli. Harry potknął się bo mój piesek zaczął przed nim biegać chcąc sie bawić, a ja wykorzystałam okazję i siadając mu na brzuchu obsypywałam go mąką. Po chwili Harry nas obrucił tak że to ja leżałam na trawie, a on podniósł sie i znów zaczął uciekać. Wszyscy dalej patrzyli na nas ze zdziwioną miną. Hazza zniknął mi z pola widzenia. Weszłam do domu  i poszłam do kuchni. Raptownie ktoś mnie przytulił od tyłu.
-Wygrałem- powiedział Harry a po chwili miałam na sobie całe opakowanie mąki. Odwróciłam się do niego i go przytuliłam a od tyłu wysypałam mu na głowę prawie kilogram mąki.
-Hahahah nie skarbie ja wygrałam.

Poszliśmy do kuchni i dokańczaliśmy robić śniadanie cały czas się śmiejąc i przepychając. Ustaliliśmy że po jedzeniu Harry umyje mi włosy a ja mu. A narazie musimy chodzić cali w mące bo tamci umrą z głodu..
-Dobra bierz tależ z tostami i idziemy.
-A naleśniki?
-No przecież ja wezme…
-ahaha zapomniałem.
Wyszliśmy na ogród

cali biali a reszta nic nie mówiąc tylko na nas znów spojrzała..
-TO ON/ONA!!- Krzyknęliśmy razem z HAzzą jednocześnie.
Wszyscy zaczęli się z nas śmiać. Zaczęliśmy jeść. Podczas naszego gotowania doszła NIcol.
-Jus musimy jechać na zakupy. To było nasz ostatnie jedzenie w domu. Dzięki komuś. – wszyscy spojrzeli na Niall’a.
-No co??- Powiedział chłopak z pełną buzią.
-Nic, nic. JEdz blondasku.
-Ej to może  pojedziemy wszyscy hmm??-zaproponował Justin
-Bardzo dobry pomysł.
-OKej to kiedy jedziemy?- spytał Zayn.
-No my z HAroldem musimy się przebrać i umyć.
-No to idźcie się sie umyć, Tori ty się przebierz i pojedziemy do nas a potem do sklepu.- stwierdził Liam.
-Dobrze to my z Hazzą idziemy.
-Ok chodźmy.
-Słuchaj pójdziemy do mojej sypialni ja muszę wziąć ciuchy  na przebranie, a potem do łazienki okej?
-No okej a nie możemy tego zrobić u cb w łazience w sypialni?
-A no faktycznie okej.
Weszliśmy do sypialni i odrazu do łazienki. Umyłam Harremu jego piękne loczki a on  moje włosy. Wysuszyliśmy je i poszlismy po ciuchy.
-Harry nie możesz jechać w takich ciuchach. Ubrudzisz cały samochód..  Sciągaj szybko koszulke i spodnie dam ci jakieś ciuchy Justina.\, a przez ten czas też się przebiorę.
Zdjęłam koszulkę i zaczęłam grzebać i w szafie. Harry już sciągnął wszystkie swoje rzeczy stał tylko w bokserkach.
-Tori gdzie są rzeczy BIebsa?
no w tej części szafy co właśnie szukam, ale nie mogę wyciągnąć bo nie sięgam.
-Czekaj pomogę ci.- ustał centralnie za mną i przycinął się do mnie bo też nie mógł sięgnąć (Rzeczy Justina których nie nosił  odkładaliśmy na samą górę szafy)
-No mocniej HArry! No już prawie było.
W tym momencie usłyszeliśmy głos Zayn’a.
-ooooo! A co my tu mamy??
Raptownie z Harrym odskoczyliśmy od siebie.
-Nic się nie dzieje. Nie możemy dosięgnąć ciuchów.
-Tak,tak ja swoje słyszałem i na dodatek widzę. Harry tylko w gaciach. Tori bez koszuli. NIeźle nieźle…
-Zayn!! Nic się nie działo!!
-Oj wiem wiem stałem tu od momentu  kiedy HArry do cb podszedł. Hahaha ale wasze miny były bezcenne. Odsuncie się ja jestem wyższy to sięgne.
Juz po chwili byliśmy gotowi. Harry ubrał jakieś za duże ciuchy Justina a ja byłam ubrana w to:

Po 10 minutach wszyscy siedzieli w samochodzie. Chłopaki w jednym, a my z Jusem, NAthem i dziewczynami w drugim. NIe ma to jak w 10 osób jechać na zakupy.  Podjechaliśmy pod dom chłopaków. Harry ubrał się tak:

Po 15 minutach byliśmy w sklepie. :))

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.